Tu będziemy umieszczać wpisy tematy związane z energią, jej oszczędzaniem oraz produkcją z odnawialnych źródeł. Starsze wpisy znajdują się tu: Stary blog
Monday, August 3, 2020, 11:12 | No Comments »

Jak informuje portal globenergia.pl, Sejm przyjął poprawkę, która umożliwi wójtom, burmistrzom i prezydentom miast wydawanie zaświadczeń o dochodach gospodarstw domowtych.

Takie zaświadczenie będzie potrzebne beneficjentom, którzy będą starać się o podwyższony poziom dofinansowania w ramach programu Czyste Powietrze.

Przypomnę, że o podwyższony poziom dofinansowania mogą starać się beneficjenci, których dochód miesięczny w przeliczeniu na osobę nie przekracza 1400,00 zł (1960 zł w przypadku gospodarstw ejednoosobowych).

O tym, jaka jest różnica w dostępnych instrumentach wsparcia oraz poziomie dotacji, pisałem już w poście pt. Rewolucja w programie Czyste Powietrze.

Nabór wniosków o finansowanie na podwyższonym poziomie ma wystartartować jesienią.


Monday, July 27, 2020, 20:42 | No Comments »

Rewolucja w programie Czyste Powietrze!

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej opublikował niedawno nowe zasady programu "Czyste Powietrze", które zaczną obowiązywać na przełomie marca i kwietnia. Będzie sporo zmian, z którymi wszyscy potencjalni beneficjenci muszą się zapoznać. Specjalnie dla Was, przebrnąłem przez dokumenty programu i w tym artykule wyjaśnię, na czym polega ta rewolucja. W treści używam skrótu "WFOŚ", który oznacza Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

10 Kluczowych zmian w programie:


źródło: NFOŚiGW

1. Uproszczenie zasad przyznawania dotacji:

Beneficjent będzie składał nowy wniosek, który ma być znacznie prostszy i krótszy od obecnego. Wzoru jeszcze nie ma, ale czekam z niecierpliwością, gdyż wkrótce powinien się pojawić. Wykazywanie dochodów również ma być łatwiejsze. Według medialnych doniesień, ma wystarczyć samo oświadczenie. Ale w nowych zasadach programu został przewidziany wymóg dostarczenia zaświadczenia o dochodach z gminy dla wnioskodawców, w przypadku, gdy dochód na osobę nie przekracza 1400,00 zł miesięcznie (1960 zł miesięcznie dla osób mieszkających samotnie).

Możemy również pożegnać się z magiczną tabelką z intensywnością dotacji (tą z procentami od 30 do 90), znaną z obecnej wersji programu. Nowe "Czyste Powietrze" przewiduje, w praktyce tylko dwa progi: uprawniający do finansowania na poziomie podstawowym i podwyższonym. Ten drugi jest przeznaczony dla beneficjentów, których dochód mieści się w granicach opisanych w poprzednim akapicie. Ponadto, z programu na "dzień dobry" wypadają osoby, których dochód roczny przekracza 100 000 zł. O tym, jakie są finansowe konsekwencje tej zmiany przeczytacie kilka akapitów niżej.

2. Włączenie w program JST:

Niektóre gminy już dziś pośredniczą w rozpatrywaniu wniosków. W nowej wersji programu została przewidziana możliwość pożyczki do gminy dla beneficjentów, którzy uprawnieni są do podwyższonego poziomu dofinansowania. Z urzędu gminy będziemy również pobierać zaświadczenie, o którym już wspomniałem wcześniej.

3. Skrócenie czasu rozpatrywania wniosków:

Koniec z czekaniem całą wieczność na decyzję! W nowej wersji programu przewidziano 30 dni na rozpatrzenie wniosku. Do tej pory było to 90, głównie z powodu konieczności zweryfikowania deklarowanych we wniosku dochodów. Od wejścia w życie zmian, wystarczyć ma zwykłe oświadczenie o dochodach, ewentualnie, wspomniane już zaświadczenie, jeśli walczymy o wyższe dofinansowanie. Czas na rozpatrzenie wniosku może się wysłużyć, w przypadku, gdy beneficjent zostanie wezwany do jego poprawienia lub uzupełnienia. Wniosek będzie można poprawić jeden raz. Skróci się również czas na wypłatę przez WFOŚ środków - do 30 dni.

4. Uproszczenie wniosku o dotację:

Tutaj nie ma jeszcze żadnych konkretów. Ale z opublikowanych zasad nowej wersji "Czystego Powietrza", możemy spodziewać się uproszczenia tej części, w której beneficjent spowiada się z dochodów całej rodziny. To mój wniosek, na podstawie zmiany kryteriów dochodowych. Możliwe jest też uproszczenie opisu przedsięwzięcia, które ma być finansowane.

5. Wprowadzenie możliwości składania wniosku online

Od rozpoczęcia nowej wersji programu, złożenie wniosku ma być możliwe przez portal gov.pl, choć warto zaznaczyć, że już dziś możemy złożyć wniosek wyłącznie drogą elektroniczną, jeśli mamy profil zaufany.

6. Włączenie w program sektora bankowego

To jest zapowiedź, jednej z najpoważniejszych zmian. Koniec z udzielaniem pożyczek przez WFOŚ! Nowe "Czyste Powietrze", zakłada trzy opcje finansowania:

Dotacja - czyli zrefinansowanie już poniesionych kosztów (tak, jak obecnie),
Pożyczka od gminy - tutaj wiemy jedynie, że NFOŚiGW udostępnia środki (przez Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska) gminom, z przeznaczeniem na pożyczki dla beneficjentów, ta opcja będzie dostępna tylko w ramach podwyższonego poziomu dofinansowania,
Dotacja na częściową spłatę kredytu - beneficjent otrzymuje częściową spłatę kredytu zaciągniętego w banku na działania termomodernizacyjne.


Tutaj do zabawy wkraczają banki. Możecie się spodziewać wysypu ofert pożyczek lub kredytów na termomodernizację z dofinansowaniem w ramach programu "Czyste Powietrze". W przypadku skorzystania z tej formy, beneficjent zwyczajnie zaciąga kredyt w banku na działania termomodernizacyjne. Z tym, że wraz z wnioskiem kredytowym wypełnia jeszcze wniosek do WFOŚ o dofinansowanie.

Jeszcze nie wiadomo, czy te kredyty będą bardziej dostępne lub tańsze, czy bank potraktuje beneficjenta tak, jak każdego kredytobiorcę. Szczegóły współpracy z bankami mają być określane w umowach.

7. Integracja z programem "Mój prąd"

Jeśli beneficjent zdecyduje się założyć u siebie mikroinstalację fotowoltaiczną, to może otrzymać dotację o 5000 zł wyższą niż, gdyby nie zakładał. Nowe "Czyste Powietrze" zakłada sfinansowanie do 50 % kosztów takiej instalacji ale nie więcej niż 5000 zł - są to warunki takie same, jak w programie "Mój prąd". Tak więc beneficjent, który w ramach "Czystego Powietrza" sfinansuje fotowoltaikę, skorzysta również z programu "Moj prąd", bez składania dodatkowych wniosków.

8. Powiązanie wysokości dotacji z efektem ekologicznym

Kolejną nowością jest uzależnienie wysokości dofinansowania od tego, jak ekologiczne będzie sfinansowane źródło ciepła. Intensywność dotacji (czyli procent kosztów, jaki zostanie oddany w dotacji) jest wyższy dla źródeł bardziej ekologicznych. Na czym dokładnie to polega - wyjaśnię kilka akapitów dalej.

9. Dotacje dla tych, którzy już wymienili źródło ciepła

To w zasadzie żadna zmiana, bo beneficjenci, którzy już mają źródło ciepła spełniające warunki udziału w programie mogli sfinansować sobie dokumentację (audyt), ocieplenie, rekuperację i fotowoltaikę. Nowością, natomiast, jest furtka, która umożliwia nam wymianę źródła ciepła na paliwo stałe, pomimo posiadania kotła gazowego. Warunek to, średnioroczne zapotrzebowanie na gaz nie większe niż 5600 kWh. Wciąż pozostaje wymóg spełnienia wymogów technicznych obowiązujących od roku 2021.

10. Możliwość finansowania przedsięwzięć rozpoczętych i już zakończonych

Powraca możliwość finansowania przedsięwzięć, które zostały już rozpoczęte a nawet zakończone! Do udziału w programie kwalifikują się przedsięwzięcia, które zostały rozpoczęte do sześciu miesięcy przed złożeniem wniosku, bez względu na to, czy zostały zakończone, czy nie. Na realizację wszystkich działań beneficjent ma 30 miesięcy od dnia złożenia wniosku (ale musi się wyrobić do 30 czerwca 2029 r.).

Po jedenaste. Wysokość dotacji:

Do tych dziesięciu kafelków należałoby dodać jeszcze jedenasty - o zmianie wysokości dofinansowania. Choć podejrzewam, dlaczego go tam nie ma. Niestety, nowe zasady finansowania są mniej korzystne dla beneficjentów niż obecne. W praktyce, przy sprzyjających warunkach, będziemy mogli liczyć maksymalnie na 37000 zł, przy maksymalnym pułapie sfinansowania 75 % kosztów (nie dotyczy audytu energetycznego, który jest finansowany w 100 % ale nie więcej niż 1000 zł). Te zmiany, z pewnością skrzywdzą najbiedniejszych beneficjentów, którzy w starej wersji mogą liczyć na dotację w wysokości nawet 90 % kosztów. Ale skorzystają ci, których dochód miesięczny na osobę oscyluje w granicach 1200 zł.

Jak wcześniej wspomniałem, znika magiczna tabelka z widełkami i przypisanymi do niej procentami a w zamian pojawiają się dwa poziomy finansowania uzależnione od dochodów beneficjenta:

Podstawowy - dla beneficjentów, których dochód roczny nie przekracza 100 000 zł (sposób liczenia dochodu pozostaje bez zmian) i tu nikogo nie interesują dochody pozostałych domowników oraz
Podwyższony - dla beneficjentów, których dochód roczny nie przekracza 100 000 zł i ponadto miesięczny dochód gospodarstwa w przeliczeniu na osobę nie przekracza 1400 zł (1960 zł jeśli beneficjent mieszka sam). Na potwierdzenie tego beneficjent będzie musiał dostarczyć zaświadczenie o dochodach jego rodziny z urzędu gminy, w której mieszka.


Różnica między tymi poziomami polega na różnej intensywności dofinansowania, czyli procentach. A te procenty też będą różniły się w zależności od tego, co ma być sfinansowane. W poniższej tabelce zamieściłem "cennik" dofinansowania w formie dotacji dla poszczególnych działań:


Opracowanie własne
W pozycjach 20, 21 i 22, kwoty kosztów są podane w odniesieniu do 1 metra kwadratowego przegrody.

Warto zauważyć, że podane wartości procentowe są wartościami maksymalnymi, co oznacza, że mogą w konkretnym przypadku okazać się niższe. Ponadto, konkretnym źródłom ciepła stawiane są dodatkowe warunki związane z posiadaniem konkretnej klasy efektywności energetycznej lub certyfikatami. Oznacza to, że nie każdy kocioł będzie kwalifikował się do udziału w "Czystym Powietrzu". Na domiar złego, wprowadzono również maksymalną wysokość dotacji w zależności od wyżej wspomnianych czynników:


Opracowanie własne
Oznacza to, że najbardziej na zmianach w programie tracą osoby, które nie wymieniają źródła ciepła, bo one otrzymają najmniej.

Pozostałe moje spostrzeżenia:

Dla właścicieli domów, na budowę których złożono wniosek o pozwolenie na budowę lub budowę zgłoszono między 15 grudnia 2002 a 31 grudnia 2013 roku mam dobrą wiadomość! Dla takich domów zostanie włączona możliwość finansowania termomodernizacji przegród :-)

Ostatnią zmianą, którą znalazłem jest możliwość uzyskania finansowania w ramach programu tylko raz.

Ze zmian, które czekają program "Czyste Powietrze", jasno wynika, że idzie on ewidentnie w stronę eliminacji nieefektywnych źródeł ciepła a finansowanie termomodernizacji przegród, czy stolarki ma być jedynie dodatkiem. Mimo iż program nadal można łączyć z ulgą termomodernizacyjną, to widać ewidentnie, że będzie on mniej korzystny, szczególnie dla beneficjentów z niższymi dochodami. Niewątpliwie dużym plusem zmian jest to, że program zostanie uproszczony a rozpatrywanie wniosków i wypłaty - przyśpieszone.

Jeśli macie więcej pytań, to piszcie w komentarzach.


Monday, July 27, 2020, 20:31 | No Comments »

Co się dzieje z cenami prądu i dlaczego będzie jeszcze gorzej?

Już zapewne otrzymaliście pierwsze tegoroczne rachunki za prąd i, jeśli nie śledzicie wydarzeń w zakresie polityki klimatycznej, to mogliście doznać lekkiego szoku widząc jego wysokość. Obawiam się, że mam złe wieści: Tak, pomimo zapewnień rządzących, prąd podrożał i wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze droższy. W tym artykule wyjaśnię, dlaczego. Ale zacznijmy od podstaw:

Nasza krajowa energetyka to głównie węgiel

Nie dokonam wielkiego odkrycia, jeśli stwierdzę, że polska energetyka stoi na węglu. W zeszłym roku ok. 80 % krajowej produkcji prądu polegała na spalaniu kamiennego lub brunatnego w kotłach, z których para napędzała turbiny sprzęgnięte z generatorami. Nasza największa elektrownia zawodowa, Elektrownia Bełchatów, o mocy zainstalowanej 5,1 GWe ma nawet własną kopalnię węgla brunatnego, która obecnie jest największą w Europie dziurą stworzoną przez człowieka. Wynika to z tego, że właśnie węgiel jest naszym najpowszechniejszym zasobem naturalnym i, w zasadzie głupotą byłoby z niego nie korzystać.

Rocznie w Polsce wydobywa się ponad 60 mln ton węgla, który w znacznej większości jest przeznaczany do energetyki. Mimo to, wielu z Was słyszało o rekordach, jakie bijemy w imporcie węgla i zadaje sobie pytanie, dlaczego sprowadzamy węgiel z Rosji, Ukrainy, Kolumbii a nawet z Mozambiku a u nas leżą całe hałdy "czarnego złota", którego nikt nie chce. Odpowiedzią na to jest oczywiście cena. W zeszłym roku, wg szacunków Business Insider Polska, tona węgla rosyjskiego kosztowała średnio 303 zł a ceny za węgiel krajowy zaczynały się od 412 zł za tonę. Jeśli różnicę rzędu 100 zł/t pomnoży się przez blisko 9 mln ton sprowadzonego zza granicy węgla, to oszczędności robią się ogromne. (jest to porównanie cen węgla tej samej jakości. Więcej możecie znaleźć tu: link)

Ok. Czy nie dałoby się produkować tego naszego węgla jakoś taniej? Myślę, że to nie takie proste. Sytuacja w polskim górnictwie jest powszechnie znana i nie ma co się o niej szerzej rozpisywać, ale gdybym miał wypunktować najważniejsze problemy, to ująłbym właśnie te:

Własność spółek górniczych - większość należy do państwa, czyli tak naprawdę to nikt o nie nie dba,
Powszechny etatyzm i rozpasanie związków zawodowych - trzynastki, wcześniejsza emerytura i pozostałe przywileje górnicze też kosztują,
coraz droższe wydobycie - po węgiel trzeba zjeżdżać coraz głębiej, co przekłada się na koszty produkcji.
Większość z powyższych stanowi problemy polityczne (państwówka) i, przynajmniej na razie, nie widzę możliwości szybkiego zakończenia wiecznych sporów na linii rządzący (z jakiejkolwiek opcji) - górnicy.

Fakt, że nasza energetyka w znacznej większości opiera się na paliwach kopalnych skutkuje dodatkowo wielką emisją gazów cieplarnianych, którym wojnę wypowiedziano na poziomie europejskim. Być może, część z Was już wie, że w Unii Europejskiej istnieje system handlu prawami do emisji CO2 i wielki przemysł musi płacić za puszczenie dymka z komina. Więcej o tym napisałem w kolejnym akapicie.

Teraz wielka polityka z walką o klimat w tle

"Przede wszystkim trzeba podkreślić, że mamy jedną z najtańszych cen prądu w Unii Europejskiej, to punkt pierwszy. Punkt drugi, prąd staje się droższy na skutek Unii Europejskiej. Unia Europejska powoduje poprzez swoją politykę, że prąd rośnie, cena prądu rośnie we wszystkich krajach w tym również w Polsce" - to cytat premiera Mateusza Morawieckiego podczas wywiadu udzielonego na antenie RMF FM w dniu 23 listopada zeszłego roku (całość tu: link), który odbił się szerokim echem i został skomentowany przez wszystkich od lewa do prawa. A co ja na ten temat powiem? No cóż... mówił prawdę!

Zacznijmy od kwestii wpływu UE na ceny prądu. W roku 2008, Parlament Europejski przyjął szereg rozwiązań, zwanych pakietem klimatycznym, wśród których znalazł się system handlu prawami do emisji CO2. Obejmuje on swoim zasięgiem cały przemysł energochłonny i energetykę a więc również elektrownie. Każdy duży emitent gazów cieplarnianych jest zobowiązany zakupić sobie określony limit do emisji. Handel dokonuje się na zasadach rynkowych, z tym, że ilość dostępnych limitów określa Komisja Europejska.

Warto podkreślić, iż nie jest to pierwszy tego typu projekt. Sam pomysł giełdy emisji znalazł się w Protokole z Kioto (1997) a pierwsza na świecie giełda CO2 istniała w Chicago. Ta jednak opierała się na dobrowolnym przystąpieniu przedsiębiorstw do niej. Po nieudanych próbach narzucenia jej całej gospodarce, giełda ostatecznie upadła. Obecnie. systemy handlu emisjami funkcjonują lub są wprowadzane w: Chinach (największy na świecie), UE, Australii, Kazachstanie, Nowej Zelandii i Kalifornii.

Być może była to inspiracja dla władz unijnych, które pomysł nieco odświeżyły i narzuciły jako obowiązujący w całej wspólnocie, jako główne narzędzie do walki z emisją dwutlenku węgla. I od tego czasu, przedsiębiorstwa energochłonne oraz elektrownie muszą bić się o każdy limit na emisję a KE sukcesywnie dostępne limity obcina. Jak się słusznie domyślacie, koszty, które wytwórcy elektryczności ponoszą na zakup praw do emisji są przerzucane na spółki handlujące energią a, w konsekwencji, dorzucane do naszych rachunków za prąd.

O jakich kosztach mówimy?

Do obliczeń przyjąłem dane na temat wartości opałowej węgla i emisji CO2 zaczerpnięte z KOBiZE. (tutaj).

Z obliczeń wynika, że aby wyprodukować 1 kWh prądu trzeba spalić ok. 0,41 kg węgla, co przełoży się na wyemitowanie ok. 0,83 kg dwutlenku węgla. Przy średniej dzisiejszej cenie praw do emisji równej 25 EUR/t, dobija nam to do ceny ok. 9 gr za kWh! Zainteresowanych obliczeniami odsyłam na sam koniec, gdzie zamieściłem ich skan.

W roku 2018 Komisja Europejska znacznie obniżyła dostępne limity uprawnień, co przełożyło się na znaczny wzrost ich cen. Wtedy też pojawiły się pierwsze obawy o niespotykaną wcześniej skalę wzrostu cen prądu. Na załączonym wykresie widać, jak zmieniały się ceny uprawnień do emisji CO2 na przestrzeni lat i kiedy odnotowano ich największy wzrost.

Zmiany cen uprawnień do emisji CO2 na rynku w EUR/t - źródło: cire.pl
O słuszności tych rozwiązań, pozwolę sobie, się nie wypowiadać. Mogę jedynie stwierdzić, że nałożenie kosztów emisji gazów cieplarnianych największe piętno odciśnie na tych gospodarkach UE, które ze względu na doświadczenie komunizmu i zapóźnienie w rozwoju technologicznym, wciąż opierają się o konwencjonalne, wysokoemisyjne technologie, czyli głównie na nas. Należy mieć również na uwadze, że rosnące koszty energii, w perspektywie oznaczają drożejące produkty i usługi. Jest to szczególnie bolesne właśnie dla krajów Europy środkowej i wschodniej, gdzie ze względu na różnicę poziomów rozwoju gospodarczego wciąż ceny i zarobki są niższe niż na zachodzie a która będzie zmuszona do realizacji celów tej polityki w takim samym czasie, co kraje bardziej rozwinięte. Wynika z tego, że za politykę klimatyczną Unii Europejskiej najwięcej zapłacą kraje tzw. nowej Unii.

Czy prąd w Polsce jest drogi?

No dobra. Teraz weźmiemy się za "po pierwsze" premiera Morawieckiego i sprawdzimy, jak te ceny naszego prądu mają się do europejskich i światowych. Wielkości bezwzględne mówią jasno: mamy niemal najtańszy prąd w całej UE. Pierwszy wykres przestawia rozkład cen energii elektrycznej w pierwszej połowie zeszłego roku w EUR/kWh. W Polsce, cena ta wyniosła 0,13 EUR/kWh. (Szóste miejsce od dołu wśród krajów UE)

źródło: eurostat
Taaak, wiem. Nie słyszę zachwytu a jedynie pytania, jak to ma się do naszych zarobków. I tu jest już nieco gorzej. Poniższy wykres przedstawia cenę energii elektrycznej w danym kraju UE odniesioną do siły nabywczej portfeli jego mieszkańców, czyli w dużym uproszczeniu - do zarobków:

źródło: forsal.pl
W tym aspekcie wypadamy na 10 miejscu, co plasuje nad w pierwszej połowie stawki, ale jakoś nie cieszy. Oznacza to, że w odniesieniu do siły nabywczej mamy droższy prąd niż Duńczycy, czy Holendrzy!

Mała uwaga na koniec: te ceny dotyczą jedynie gospodarstw domowych w pierwszej połowie 2019 roku, kiedy to działał jeszcze tzw. mechanizm rekompensat dla odbiorców indywidualnych. Natomiast, przedsiębiorcy, którzy również są konsumentami prądu nie mieli takiego luksusu i zmuszeni byli płacić ceny rynkowe... i przerzucać je na swoich klientów.

System rekompensat za podwyżki cen prądu to kompletna klapa

Pomimo wielu obietnic złożonych przez przedstawicieli rządu (ciekawe dlaczego akurat przed wyborami?), ceny energii elektrycznej wzrosły i odczuł to każdy, kto widzi rachunki. Kiedy naród był zajęty przygotowaniami do świętowania nadejścia roku 2020, to 30 grudnia 2019 Urząd Regulacji Energetyki, rzutem na taśmę zatwierdził taryfy dla trzech z czterech największych dostawców energii elektrycznej w Polsce. (Wyjątkiem był Tauron, któremu URE zatwierdził nową taryfę już na początku grudnia). Tym samym regulator zgodził się na podwyżkę cen dla gospodarstw domowych średnio o 10 %.

Moim zdaniem, zatwierdzenie tych taryf, za pięć dwunasta było zagraniem wyjątkowo perfidnym, ale, z drugiej strony, nie można było już dłużej udawać, że problemu nie ma. W zeszłym roku działał wprowadzony z inicjatywy rządu mechanizm rekompensat za niewprowadzone podwyżki cen prądu. Krótko mówiąc: rząd zmusił spółki energetyczne, żeby nie podnosiły cen energii dla odbiorców indywidualnych a w zamian za to sypnął pieniążkami podatników aby zrekompensować, straty wynikające, często ze sprzedawania energii poniżej kosztów jej zakupu. Tym zagraniem udało się oszukać opinię publiczną i przynajmniej poudawać, że podwyżek nie ma. Skończyło się to tak, że płaciliśmy za prąd niewiele więcej niż w 2018 a resztę dopłacaliśmy w podatkach.

Słyszałem, że pieniądze na rekompensaty miały pochodzić z przychodów ze sprzedaży owych praw do emisji CO2, co wkurzyło Komisję Europejską, która kazała Polsce zakończyć tę zabawę. W tej chwili stoimy na tym, że politycy obiecali powstrzymać podwyżki cen prądu i... skutki tego widzicie dziś na swoich rachunkach.

Czy możemy coś zrobić aby nie płacić coraz więcej za prąd?

Wiem, że nakreśliłem w Waszych głowach bardzo smutną wizję i wielu z Was może nawet traci wiarę w lepsze jutro. Ale postaram się zakończyć ten wpis iskierką nadziei, bowiem jest kilka sprawdzonych pomysłów na zaoszczędzenie na kosztach energii elektrycznej.

Temat ten można rozpatrzyć w dwóch płaszczyznach: co Polska może zrobić w warunkach narzuconych w polityce klimatycznej i co my możemy zrobić we własnych domach aby płacenie za prąd nie było takie bolesne.

Najpierw przeanalizujmy możliwości Polski w UE. Moim zdaniem, próby negocjowania tam czegokolwiek, gdy ta instytucja ma już jasno określony kierunek, w którym od dawna podąża spełzną na niczym. Możemy jedynie odkładać w czasie to, co nieuniknione. Zakładając, że Polska chce pozostać w Unii, jedynym rozwiązaniem jest grzeczne dostosowanie się do coraz bardziej wyśrubowanych warunków, które są nam stawiane i przeprowadzenie poważnej transformacji gospodarki na niskoemisyjną. (Gospodarka zeroemisyjna to raczej utopijny, mokry sen zielonych i sugeruję nie traktować takich idei poważnie.) Kraje zachodnie, najczęściej już przestawiły swoją energetykę w kierunku zwiększenia wykorzystania odnawialnych źródeł energii, więc jakoś da się to zrobić. My mamy o tyle gorzej, że mamy na to mniej czasu i o wiele mniej pieniędzy.

Warty odnotowania jest fakt, że w ostatnich latach znacznie wzrósł odsetek energii odnawialnej w naszym mixie a łączna moc zainstalowana źródeł, w tym mikroźródeł prosumenckich w zeszłym roku wyniosła niecałe 9 GW! W dużym stopniu zawdzięczamy to programom wsparcia, takim jak "Mój prąd", czy słynne "Czyste Powietrze" ale, najlepsze rozwiązanie wprowadziła znowelizowana w 2018 roku ustawa o odnawialnych źródłach energii, która umożliwiła indywidualnym posiadaczom mikroinstalacji OZE magazynowanie nadwyżek produkcji w sieci, celem ich późniejszego wykorzystania. Moim zdaniem, był to kamień milowy w rozwoju energetyki rozproszonej, który sprawił, że wciąż niestabilne odnawialne źródła energii zaczęły być opłacalne.

Mimo to, nadal jest co robić w tej kwestii. Trzeba przede wszystkim przestać wmawiać sobie pierdoły, że będziemy palić węglem aż do końca świata. Jak już wspomniałem, wydobywanie węgla w Polsce wymaga zjeżdżania na coraz większe głębokości, co nie tylko podnosi koszty tej technologii ale może skończyć się tym, że dojdziemy z kilofami tak głęboko, gdzie człowiek nie będzie mógł już funkcjonować! Ceny węgla rosną i może się wkrótce zdarzyć, że cena energii węglowej dogoni cenę energii odnawialnej.

Z drugiej strony, trzeba być na prawdę naiwnym, żeby myśleć, że w mig zlikwidujemy wszystkie elektrownie węglowe a w ich miejsce postawimy wiatraki i ogniwa PV. (Tzn, jest to technicznie możliwe, ale doprowadziłoby to nasz kraj do gospodarczej zapaści) Węgiel jest i jeszcze długo pozostanie naszym podstawowym źródłem energii a być może nie wyeliminujemy go całkowicie.

Polska powinna odkurzyć plany budowy kaskady na Dolnej Wiśle (autorstwa naszego pierwszego prezydenta, inż. Gabriela Narutowicza) i zbudować co najmniej jedną elektrownię atomową! Tak ukształtowany mix energetyczny uzupełni rozwijająca się w naszym kraju energetyka rozproszona, o której napiszę niebawem.

A teraz - ten drugi, bardziej przyziemny aspekt przygotowań na podwyżki cen energii. Przeciętny zjadacz chleba nie ma co myśleć o negocjowaniu cen prądu, więc najlepiej przyjąć do wiadomości, że prąd będzie droższy i zacząć go oszczędzać.

Przede wszystkim; jeśli nie korzystasz ze światła, to je wyłączaj - taka zasada powinna nam przyświecać nam codziennie! Bo najbardziej przyjazna środowisku energia to taka, która nie została wyprodukowana. Efektywne wykorzystanie energii w naszych domach jest sprawą równie ważną, co ograniczanie spalania węgla przez wielki przemysł. Zwracajmy uwagę na sprzęt elektryczny, który kupujemy. Tani w zakupie przeważnie oznacza, drogi w eksploatacji. Jeśli mamy elektryczne ogrzewanie lub przygotowanie ciepłej wody, to warto rozważyć instalację własnego mikroźródła energii, np. coraz popularniejszych paneli fotowoltaicznych.

Pamiętajmy o tym, że ochrona środowiska i zrównoważony rozwój naszej planety nie jest zmartwieniem tylko polityków i wielkiego przemysłu. Najwięcej na tym świecie jest właśnie gospodarstw domowych i nas, przeciętnych ludzi, którzy na co dzień korzystają z dobrodziejstw tego świata. Bo każde, nawet najprostsze działanie wykonane z myślą o środowisku, pomnożone przez miliard daje ogromny efekt. Pamiętajmy jeszcze, żeby we wszystkich naszych działaniach zachować zdrowy rozsądek. 😊

Obliczenia własne


Monday, July 27, 2020, 20:26 | No Comments »

Jak czytać rachunek za prąd


Przynajmniej raz w miesiącu, każdy kto rozlicza się za prąd otrzymuje, dość specyficzny rachunek, który zawiera w sobie mnóstwo mniej lub bardziej zrozumiałych symboli i liczb. Podejrzewam, że zdecydowaną większość kupujących interesuje tylko kwota końcowa i numer konta, na który należy tę kwotę przelać. Dziś skupię się na przeanalizowaniu treści zawartych w rachunku, który wystawia nam dostawca najbardziej oczywistego nośnika energii na świecie - czyli popularnego prądu!


źródło: http://ergolitepr.pl/
Najpierw, jednak, krótko o tym, jak to się dzieje, że prąd z odległej elektrowni trafia akurat do nas. Oczywiście, na ładunku elektrycznym nie ma etykiety, więc odbiorca nie ma żadnej gwarancji, że ten prąd, z którego korzysta pochodzi ze Śląska, Włocławka, zza granicy, czy z pracującego nieopodal "wiatraka". Cała sieć energetyczna jest po prostu jednym monstrualnym obwodem elektrycznym, do którego źródła wprowadzają energię, a odbiorcy tę energię odbierają. Przy okazji, ktoś tym wszystkim zarządza i dba o to, by tej energii nie zabrakło. Można więc sieć energetyczną sprowadzić do postaci zbiornika na wodę, wokół którego znajdują się osoby, z kubeczkami - jedni dolewają tam wody, a inni ją zeń zabierają i dostarczają ją klientom. W całym takim systemie uczestniczą kolejno: producenci energii, wg powyższej analogii którzy leją wodę do zbiornika, firmy zajmujące się obrotem energią, których reprezentują goście pobierający wodę (nie biorą jej dla siebie, lecz dla swoich klientów) oraz regulatorzy systemu (gość pilnujący zbiornika) i właściciele infrastruktury energetycznej. Oczywiście, każde z nich musi z całego interesu mieć coś dla siebie.

Z perspektywy takiego przeciętnego klienta energii elektrycznej, interesują nas tylko spółki zajmujące się sprzedażą energii klientom końcowym. To ich zmartwieniem jest znalezienie dostawcy prądu, dogadanie się z właścicielami infrastruktury przesyłowej i dystrybucyjnej oraz sprzedaż tego prądu nam. Piszę o tym, bowiem odzwierciedlenie takiego podziału rynku znajduje się na rachunku za energię.

Co zatem znajduje się na rachunku za prąd?

źródło: internet

Po pierwsze - cena energii. To chyba jest oczywiste. Trzeba zapłacić elektrowni za to, że odpaliła generator i łaskawie wyprodukowała dla nas te kilowatogodziny. Tutaj oczywiście, sam sprzedawca wrzuca swoją marżę. Właśnie ceną energii różnią się taryfy dla odbiorców indywidualnych. Są taryfy, w których cena prądu jest stała przez cały czas, a są też takie, w których raz płaci się mniej, a raz - więcej. Czy oznacza to, że wyprodukowanie energii jest tańsze w nocy a droższe po południu? Nie! Taka polityka cenowa jest związana z totalną nieregularnością poboru energii elektrycznej przez odbiorców w ciągu dnia (dołek, szczyt, dołek, szczyt i jeszcze jeden dołek - przykład obciążenia systemu energetycznego znajduje się tu -> http://www.pse.pl/index.php?dzid=77). Oznacza to, że w niektórych porach dnia sieć jest bardziej obciążona niż w innych, co jest wynikiem typowego trybu życia ludzi oraz harmonogramów pracy. Różne ceny prądu, zawarte w niektórych taryfach, są po to by zmusić nas do przełożenia prania na czas mniejszego zapotrzebowania na moc. Dobierając odpowiednią taryfę i zwyczajnie przestrzegając dyscypliny w zużyciu energii, można zaoszczędzić sporo pieniędzy. Jeśli chcecie, mogę dla Was przeprowadzić taką analizę indywidualnie ;)

Sposób wyznaczania opłaty za samą energię jest banalny: pobrana energia pomnożona przez cenę jednostkową [kWh * zł/kWh = zł] i sprawa załatwiona. Możnaby tylko zastanowić się, dlaczego cena energii jest podana z dokładnością do czterech miejsc po przecinku. Przecież złotówka ma tylko dwa miejsca!

Druga sprawa - opłata przesyłowa, zmienna. W tym przypadku, też nie ma specjalnych zastrzeżeń, bowiem oprócz wyprodukowania kilowatogodzin, trzeba je także przesłać (pamiętając o odpowiedniej marży dla sprzedawcy). Ale zaraz! Przecież w drugim akapicie wyraźnie wspomniałem, że nie ma gwarancji co do pochodzenia prądu, z którego korzysta klient! Owszem nie ma. Cały system naliczania opłat przesyłowych polega na tym, że sprzedawca umawia się z producentem, na to, że ten drugi wyprodukuje i wepchnie do sieci ileś tam energii, specjalnie dla klientów tego pierwszego (należy pamiętać, że w przypadku sieci energetycznej bardzo ważny jest czas zasilania i odbioru, bowiem energii elektrycznej, w dużych ilościach nie da się magazynować). Naliczanie opłat za przesyła nabiera sensu, gdy pomyślimy o całym systemie sterowania przepływem mocy w sieci. Sieć nie jest do końca jak basen z wodą i w niektórych jej miejscach może zbierać się więcej mocy a w innych, może jej brakować. Dlatego należy odpowiednio sterować jej przepływem. Opłaty przesyłowe trafiają do kieszeni właścicieli infrastruktury energetycznej a ich naliczanie (dla klienta indywidualnego) również nie jest trudne - kilowatogodziny razy stawka.

Po za opłatami zmiennymi, na rachunku znajduje się także kilka opłat stałych, niezależnych od zużycia energii:
Opłata przestłowa, stała - ma odzwierciedlać koszty utrzymania elementów systemu energetycznego
Opłata abonamentowa - taki abonamencik, za kontorlę układów pomiarowych, np. domowych liczników oraz
Opłata przejściowa - jest wyznaczana przez Urząd Regulacji Energetyki i ma stanowić rekompensatę dla wytwórców energii elektrycznej za koszty finansowe ponoszone przy rozbudowie swoich elektrowni.
Wszystkie powyższe opłaty stałe są zawarte w taryfach i mierzone w zł za miesiąc.

źródło: www.energos.pl

Czasem, szczególnie dla dużych odbiorców, ustanawia się również opłaty za pobór mocy biernej (nie dotyczy to gospodarstw domowych). Można sobie wyobrazić dużą halę produkcyjną z silnikami elektrycznymi, których uzwojenia pobierają moc bierną w ogromnych ilościach. Taka moc nie wykonuje pracy a stanowi poważne obciążenie dla sieci energetycznej. Tak więc, odbiorcy, którzy tak niemiłosiernie obciążają system, albo za to płacą albo, na we własnym zakresie zaopatrują się w układy kompensacyjne.

Do opłat za energię dodaje się, niestety, podatek VAT - stawka podstawowa oraz akcyzę. Na koniec chciałbym jeszcze podkreślić, że przedsiębiorstwa sprzedające energię elektryczną odbiorcom końcowym, nie mogą od tak sobie wymyślać i zmieniać stawek, bowiem wszystkie taryfy podlegają kontroli i obowiązkowi zatwierdzenia przez Urząd Regulacji Energetyki. A każda podwyżka musi zostać solidnie uzasadniona.


Monday, July 27, 2020, 18:13 | No Comments »

O co chodzi z tym oszczędzaniem energii


Od wszechogarniających nas etykiet energetycznych, obecnych na pralkach, zmywarkach, lodówkach czy telewizorach już nie da się uciec. Etykietki te i inne działania stały się symbolem rozpoczętego pod koniec XX wieku trendu. Dziś, wszystko, co jest energooszczędne (albo przynajmniej próbuje takie być) jest ekologiczne, a w związku z tym trendy! Ale skąd wzięła się taka moda na oszczędzanie energii i czym my, zwykli śmiertelnicy powinniśmy się przejmować?

Od zarania ludzkości jesteśmy nierozłącznie związani z otaczającą nas energią. Występuje ona w różnych postaciach, a ludzie, w miarę postępu technologicznego sukcesywnie uczą się przekształcać jedną jej postać w inną. Już samo wynalezienie koła sprawiło, że człowiek, przy pomocy prostego wykorzystania energii mechanicznej ruchu obrotowego ułatwił sobie pracę. Mógłbym opowiadać o innych cudach, od rzymskich akweduktów, przez maszynę parową, prądnicę elektryczną aż do reaktorów jądrowych, ale zapewne szkoda Wam czasu na czytanie. Po prostu musicie uwierzyć, że cała inżynieria i technologia są po to by przekształcać lub transformować różne rodzaje energii. Tak, przez wieki, człowiek pracując sobie z energią nie zastanawiał się nad tym, czy mu tej energii wystarczy i ile za nią zapłaci. Tak było aż do kryzysu paliwowego w latach 70. XX wieku, kiedy to w wyniku embarga nałożonego przez państwa OPEC na Stany Zjednoczone, ceny ropy w krajach rozwiniętych zaczęły gwałtownie rosnąć, aż do 35 dolarów za baryłkę (wiem, że dziś, w kontekście niedawnych spadków ceny ropy z ponad $100 do ok. $17, ta cena wydaje się być śmieszna, ale w tamtych czasach cena $35 oznaczała wzrost o 600%). Jeżeli wtedy, ktokolwiek pomyślał o zastosowaniu energooszczędnych (paliwooszczędnych) technologii, to zrobił to, z pewnością z powodów ekonomicznych.

Drugim, historycznym wydarzeniem mającym jeszcze większy wpływ na trend energooszczędności było podpisanie protokołu w Kioto, w 1997 roku. Wówczas, jako główny cel działań zmierzających do zmniejszenia energochłonności gospodarek uznano konieczność zmniejszenia zużycia zasobów naturalnych Ziemi. Oczywiście można polemizować z tezami o globalnym ociepleniu, topnieniu lodowców na Antarktydzie i wyczerpywaniu się zasobów ropy oraz węgla (co do nich, sam nie jestem przekonany) ale to właśnie stało się przyczyną szeroko zakrojonych działań na rzecz planowania gospodarki energetycznej, zarówno na poziomie przedsiębiorstw, jak i w skali całych państw.

Tak więc mamy dwa powody, dla których warto się zastanowić nad tym, ile energii przechodzi przez nasze gospodarstwo domowe, zakład produkcyjny, czy gminę: ekologiczny - to dla tych, dla których ważny jest los lasów amazońskich i pingwinów oraz (wydaje mi się poważniejszy) ekonomiczny, bo ceny energii ciągle rosną i nic nie wskazuje na to by ten trend miał się skończyć. W tym tekście spróbuję Was przekonać, że oszczędzanie energii, po prostu się opłaca :)

Teraz przenieśmy te globalne rozważania na nasze podwórko, konkretnie - na przykładzie domu jednorodzinnego postaram się Wa wyłożyć jak wielkimi konsumentami różnego rodzaju energii jesteśmy.

PRĄD

Na pierwszy ogień - rzecz najbardziej oczywista, czyli prąd. Zużywają go różnego rodzaju urządzenia, którymi się otaczamy, od smartfonów, przez komputery, telewizory, miksery aż po lodówkę no i oczywiście oświetlenie. Zastanawiacie się, które odbiorniki zużywają najwięcej prądu? No to po kolei: wszelkiego rodzaju RTV, czy komputery to są w zasadzie sprawy groszowe, po kilkadziesiąt watów (wyjątkiem mogą być zestawy głośników z subwoofer-ami). Bardziej energożerne są urządzenia z silnikami elektrycznymi, takie jak odkurzacze (nawet 1500 W) i wszelkiego rodzaju wiatraki. Jednak zważywszy na krótki czas użycia odkurzacza, w ciągu dnia, nie jest on największym problemem. Niekwestionowanym liderem w kwestii zużycia prądu jest, oczywiście, oświetlenie. Zakładając, że nasz dom oświetlamy tradycyjnymi, "edisonowskimi" 100-watówkami, zużycie energii elektrycznej przedstawia się następująco:

Liczba opraw: 2 w kuchni, po jednej w łazience i toalecie, 3 na przedsionku i po 3 w każdym z trzech pokojów, co daje nam 16 żarówek.
Moc ośiwetlenia w pomieszczeniach: kuchnia - 200 W, łazienka - 100 W, toaleta - 100 W, przedsionek - 300 W i pokoje, po 300 W. Razem - 1600 W (odkurzacz!)

Średni czas użytkowania oświetlenia... nie, nie. Nikt go na żywo nie mierzy. Takie dane, po prostu się zakłada i przyjmuje z różnego rodzaju przepisów lub norm (Ja skorzystam z rozporządzenia, którego pełną nazwę podałem na dole, pod artykułem*)

Tak więc, średnioroczny czas użytkowania oświetlenia: kuchnie - 1900 godzin, korytarze - 420 godzin, pomieszczenia mieszkalne - 1100 godzin i pozostałe - 360 godzin.

 Opracowanie własne

Teraz wystarczy przemnożyć kolejno dane dotyczące konkretnych rodzajów pomieszczeń, co daje nam zużycie roczne w: kuchni - 380 kWh, łazienka i toaleta - 72 kWh, korytarz - 126 kWh oraz pokoje - 990 kWh. Po dodaniu wychodzi nam piękne zużycie 1568 kWh rocznie na samo oświetlenie! A gdyby tak pozamieniać te żarówki na świetlówki LED, które świecą tak samo a zużywają tylko 5 W?

CIEPŁO

W kategorii ciepła mieści się wszystko, co jest zużywane na cele ogrzewania i przygotowywania ciepłej wody. Zużycie ciepła zależy głównie od zastosowanego źródła ciepła (węzeł centralny zasilany z sieci, piecyk czy kocioł kondensacyjny) ale również od tego czy jesteście zimnolubni, czy raczej - zmarźlakami! Sposobów na ogrzanie siebie i wody jest mnóstwo. Ale każdy z nich sprowadza się, do tego, że mamy jakiś czynnik, który oddaje ciepło do ogrzewanego środowiska w sposób bezpośredni - tak jak to ma miejsce w przypadku tradycyjnego, ładowanego węglem kominka czy pieca kaflowego, albo przez podgrzanie wody, która krąży sobie w systemie centralnego ogrzewania i oddaje ciepło w grzejnikach.

Gdyby porównać ilość ciepła zużywaną na ogrzewanie z tą zużywaną na ciepłą wodę, to zdecydowanie więcej ciepła (kilkakrotnie) jest zużywane na ogrzewanie pomieszczeń. Wystarczy tylko wyobrazić sobie ścianę, drzwi lub okna jako wielkie płyty, przez które przez cały czas ucieka Wam ciepło a chcąc utrzymać w środku niezbędną do życia temperaturę, musimy je bez przerwy uzupełniać. O sposobach obliczania zapotrzebowania na ciepło napiszę niebawem.

INNE

Inne nośniki energii, jak się domyślacie, obejmują wszystko to, co nie zmieściło się w prądzie i cieple. W przypadku domu jednorodzinnego najprościej jest sobie wyobrazić kuchenkę gazową i samochód, do którego trzeba lać paliwo, konserwować, dokonując drobnych napraw i myć (co też wiąże się ze zużyciem energii).

Wszystko to, oczywiście, kosztuje i jak się okazuje, w skali roku - konkretne pieniądze. Energia, w każdej postaci jest towarem, niemal tak samo powszechnym jak chlebek czy internet a mimo wszystko zużywamy ją zupełnie bezrefleksyjnie, czasem tylko zastanawiając się nad nią, w chwili gdy płacimy rachunki.

Powyższe rozważania dotyczą oczywiście gospodarstw domowych. W przypadku obiektów użyteczności publicznej lub usługowych, czy przemysłu, sprawa się komplikuje, bowiem dochodzą do tego wszelkie kwestie związane ze zużyciem energii na procesy technologiczne. Wszystko oczywiście jest uzależnione od samego rodzaju działalności. Np. obiekty handlowe zużywają ogromną ilość energii elektrycznej na oświetlenie a przemysł hutniczy, zaopatruje się w hurtowe ilości energii, choćby na pracę pieców. Energochłoności procesów przemysłowych, być może poświęcę osobny artykuł.

Nie trzeba zatem snuć teorii o topieniu się lodowców na Antarktydzie aby myśleć poważnie o racjonalnym zużyciu energii w swoim gospodarstwie domowym, czy firmie. Reguła jest taka, że im wyższe ceny energii tym bardziej opłacalne stają się różnego rodzaju działania ograniczające jej zużycie. A o takich działaniach właśnie będzie ten blog!


* Rozporządzenie Ministra Gospodarki, z dnia 10 sierpnia 2012 r. w sprawie szczegółowego zakresu i sposobu sporządzania audytu efektywności energetycznej, wzoru karty audytu efektywności energetycznej oraz metod obliczania oszczędności energii.


Tel. 609 917 146

Copyright ©2020 RŚ Robert Śpiewakowski, All Rights Reserved.
This website may use Cookies
This website may use Cookies in order to work better. At anytime you can disable or manage it in your browser's settings. Using our website, means you agree with Cookies usage.

OK, I understand or More Info
Cookies Information
This website may use Cookies in order to work better. At anytime you can disable or manage it in your browser's settings. Using our website, means you agree with Cookies usage.
OK, I understand
free website
built with
kopage